Na początku diety wydawało mi się, że to co już mam w kuchni mi całkowicie wystarczy. Nie miałam jakiegoś wypasionego sprzętu: kuchenka gazowa, piekarnik elektryczny, mikser, mikrofala, lodówko-zamrażarka no i blender ręczny. Myślałam, że alergikowi nie jest nic więcej potrzebne, bo przecież po co…
Z czasem zaczęłam kompletować wyposażenie gastronomiczne i obecnie część sprzętu jest typowym ‚must have’, bez którego nie wyobrażam sobie funkcjonowania.
Jaka jest moja (jak najbardziej obiektywna) lista sprzętu kuchennego?

 

1. Piekarnik

No niby to podstawa, która jest praktycznie w każdym domu, ale ale… piekarnik piekarnikowi nie równy. Taki gazowy jest beznadziejny, bo nie można w nim ustawić konkretnej temperatury i grzeje tylko od dołu. Na początku alergii męczyłam się z pół roku z gazowym piekarnikiem… nigdy więcej. Nie mówię o tym, że trzeba kupować nowy sprzęt za miliony złotych monet, spokojnie można kupić używaną (ale działającą) kuchenkę z piekarnikiem za 400-500zł. Czas, który się oszczędza mając porządny piekarnik, jest bezcenny.
Można w nim bez problemu robić całe posiłki, jak zapiekanki, pieczenie i inne ‚borbolki’. Najfajniejsze jest to, że wszystko wrzucamy do żaroodpornego naczynia, przykrywamy, wkładamy do piekarnika i mamy wolne na 1-2h. To jest podstawowy sprzęt, zwłaszcza jak ktoś nie umie gotować. Poza tam nie tylko obiady można piec, ale też ciasta, ciasteczka pasztety i wiele innych potraw. Fajne jest to, że można wrzucić do piekarnika więcej niż jedną potrawę na raz (byle nie były zbyt aromatyczne). W ogóle nie ma co mówić o przydatności dobrego piekarnika, bo jest to oczywista oczywistość.

2. Automat do chleba

Kiedy zaczynałam dietę, automat wydawał mi się całkowicie zbędnym sprzętem, bo przecież chleb można upiec w piekarniku, a tak poza tym, to można żyć bez chleba. Niestety w piekarniku chleb mi nie wychodził, więc zaczęłam jeść wafle ryżowe i kukurydziane. Niestety wafle są twarde i miałam obtarte całe podniebienie, chciałam poszukać czegoś ‚miększego’ do jedzenia na śniadanie. Znalazłam ogłoszenie na fb, o używanym automacie do sprzedania (był używany przez bezglutenową osobę, także luzik-arbuzik) za niewielkie pieniądze – coś koło 100zł. Szybko pokochałam mój nowy sprzęt i nie wyobrażam sobie jak funkcjonowałam bez niego.
Pierwsza rzecz o chleb: wrzucam wszystkie składniki wieczorem, automat sobie wszystko wymiesza, poczeka aż urośnie, upiecze, utrzyma ciepło, żeby chlebek się nie rozpapciał… a ja rano wstaję i jem.
Niech Was nie zwiedzie nazwa urządzenia – nie tylko chleb można w nim upiec. Drugim moim ulubionym produktem są pasztety. Z alergią na jajka, soję, nabiał i gluten ciężko znaleźć kupny pasztet. Miksuję sobie wszystkie pasztetowe składniki (zwykle resztki z całej lodówki), wrzucam do automatu, odrobinę ubijam, a automat sam sobie piecze (opcja ‚bake’). Kolejne są dżemy i inne powidła (opcja jam) – wrzucam owocki, a urządzenie samo sobie miesza i podgrzewa. Mieszkam na wsi, więc pod koniec lata mam nadmiar wszelkiego rodzaju owoców, stąd opcja ta jest mi niesamowicie przydatna. Kolejny pomysł to pieczenie ciast (keksów) – wrzucam wszystko, tak jak na chleb, tylko dodaję cukier, bakalie i co mi tam przyjdzie do głowy, a resztę robi sprzęt. Podoba mi się to, że po włączeniu automatu mogę wyjść z domu (na zakupy, czy spacer), a po powrocie można zjeść cieplutkie, pyszne ciasto. Pieczeń, czy zapiekanka również wyjdą w nim bez problemu.
Tak naprawdę największą zaletą automatu jest jego rozmiar. Z bardzo ograniczoną dietą ciężko gdziekolwiek wyjechać na dłużej niż parę godzin. Jeśli masz automat, zrobisz sobie pieczywo, coś do chleba i obiad wszędzie tam gdzie znajdziesz gniazdko i prąd – spokojnie możesz wyjechać na wakacje na kilka dni.

3. Blender ręczny

(na zdj jest taki do ubijania, bo nie znalazłam ładnego zdjęcia blendera) Czyli po prostu bzitacz 🙂 Z alergią na jajka jest niesamowicie przydatny, bo zamiast nich trzeba używać zbzitanego banana/ jabłka/ siemienia lnianego. Przydaje się też do miksowania zup na krem (dla dzieci i nie tylko), albo mielenia niezbyt twardych rzeczy (orzechy włoskie, wątróbka). Ważne, żeby blender miał odczepianą (najlepiej metalową) końcówkę, którą szybciutko można opłukać. Nie będę się tu rozpisywać na temat przydatności blenderów, bo to jest trochę jak z piekarnikiem – niby można bez niego żyć, ale po co? Zwłaszcza, że koszt takiego sprzętu jest niewielki.

4. Robot wielofunkcyjny (melakser)

Kiedy musisz przygotować od podstaw każdy posiłek, najważniejszy jest czas. Takie urządzenie poszatkuje, pokroi na plastry, zetrze, może też wyrobić ciasto, albo ubić pianę (niekoniecznie z jajek), porządne urządzenie poradzi sobie też z mieleniem większej ilości orzechów czy mięsa. Dla mnie jest niezbędny, ponieważ przerabiam duże ilości warzyw i owoców. Ręczne krojenie zajęłoby mi cały dzień, a tak trwa to minutkę. Jak już pisałam – ważny jest czas – dobrym pomysłem jest robienie sobie większej ilości jedzenia i zaprawianie słoików. Na początku diety uważałam, że nie mam na to czasu, ale to było głupie myślenie. Czemu? Już tłumaczę: weźmy pod uwagę taką dynię. Mrożoną można kupić cały rok, ale wychodzi bardzo drogo. Można też, jesienią (kiedy jest na nią sezon), obkupić się w dużą ilość i przerobić np. zamrozić poszatkowaną ale surową, zrobić zupę i zamrozić, zrobić ketchup… Oszczędzasz w ten sposób czas – robisz na raz dużo jedzenia, a potem tylko jesz; Pieniądze – kupujesz produkty kiedy są najtańsze i przechowujesz w bezpiecznym miejscu; Materiał – przerabiasz wszystko na raz, nic się nie psuje, nie wyrzucasz jedzenia. Dzięki takiemu wielofunkcyjnemu urządzeniu spędzasz w kuchni jeden dzień, zamiast tygodnia 🙂

5.  Gofrownica

Mój ostatni nabytek (kto śledzi bloga, ten wie) i nie mam pojęcia jak wcześniej funkcjonowałam bez niej. Kiedyś myślałam, że to kolejny zbyteczny przedmiot, ale jak już mówiłam – miałam problem z jedzeniem wafli. Pieczenie całego bochenka jest marnotrawstwem, ponieważ jestem sama i nie jestem w stanie przejeść tyle pieczywa. Połowa chleba zwykle szła do wyrzucenia, próbowałam również mrozić kromki, ale po odmrożeniu za bardzo się kruszyły, co doprowadzało mnie do szału. Dalej miałam problem z jedzeniem wafli… Gofry są super – spokojnie można zrobić wytrawne (do jedzenia jak kanapki), nie są smażone dlatego nie są za ciężkie (smażone placuszki obciążały mi wątrobę), na drugi dzień są równie pyszne i się nie kruszą. Nie sprawdzałam jeszcze mrożenia gofrów, ale wydaje mi się, że przejdą ten egzamin. Gofrownica nie jest wielkim urządzeniem i bez problemu można ją ze sobą wozić. Jest idealna dla jednej osoby tzn. Jeśli tylko Ty jesz bezowo, albo mieszkasz sam i nie przejadasz zbyt dużej ilości pieczywa, to gofrownica jest dla Ciebie. Trzeba tylko uważać, żeby nikt nie używał naszego sprzętu do glutenowych celów. O ile automatu do chleba członkowie rodziny nie chcą używać, tak gofrownica budzi duże zainteresowanie (zwłaszcza wśród dzieci)

6. Patelnia do naleśników

Bez dobrej patelni nie da się żyć (serio, serio). Stworzenie ciasta na naleśniki bez glutenu, jajek i nabiału jest wielkim wyczynem, ale dobre ciasto to nie wszystko. Na kiepskiej patelni nie uda się nawet najlepiej dopracowana, bezalergiczna receptura. Istnieją różnego rodzaju powłoki na garnkach i patelniach (ceramika, teflon, granit…). Tak naprawdę nie ma znaczenia, którą wybierzesz, ważne żeby nie była zniszczona. Czym można zniszczyć powłokę na patelni? Wszystkim co metalowe: widelec, druciak do mycia, nóż itd. Nawet najmniejsza rysa powoduje, że patelnia nie działa tak jak powinna. Co się dzieje, kiedy zniszczy się powłoka? Naleśniki będą przywierać i się targać, a patelnia będzie się przypalać. Dobry sprzęt jest drogi, dlatego po zakupie warto o niego dbać, szkoda wydawać pieniądze na coś, co nie będzie spełniało swojej roli. Jeśli nie przepadasz za naleśnikami, to nic. Możesz przerobić naleśniki na makaron, albo używać ich do lasagne (trudno znaleźć do tego specjalny makaron). Na dobrej patelni możesz smażyć również różne placki (ziemniaczane, z cukinii), racuchy, pizzę, czy placuszki zamiast chleba.

7. Zestaw ostrych noży

Wiem, że każdy człowiek ma jeden ulubiony nóż (zwykle jest całkiem tępy) i nie może się przekonać do żadnego innego. Szczerze mówiąc, u mnie w domu zawsze były porządne i ostre narzędzia tnące (demoniczny śmiech w tle). Kiepskie noże miażdżą, a nie kroją i przygotowanie posiłku trwa znacznie dłużej. Kto raz użyje poważnego sprzętu, ten nigdy nie wróci do swoich tłuczków. Dlaczego noże są takie drogie? Ponieważ wykonane są z różnych stopów stali, są hartowane i przygotowane do tego, żeby się nie tępiły, nie krzywiły i były dobrze wyważone. Odpowiedni sprzęt jest drogi, ale warto w niego zainwestować. Plusem jest to, że można kompletować noże pojedynczo, a nie trzeba kupować całych zestawów na raz, no i są fajnym pomysłem na prezent (dla siebie, albo znajomego alergika)

8. Dodatkowa zamrażarka

Zamrażarka to wspaniały wynalazek. Kiedyś nie było opcji przetrzymywania żywności przez dłuższy czas i trzeba było zjadać na bieżąco, co tam się upolowało, czy nazbierało w lesie. Zwykle mamy w domu lodówkę z mniejszą lub większą zamrażareczką, ale to stanowczo za mało. Istnieją zamrażarki wielkości lodówki, albo takie sklepowe, otwierane z góry, wybór jest ogromny, a ceny zależą od wielkości, jakości i nowości sprzętu. Po co Ci druga zamrażarka? Powiem na swoim przykładzie: w lodówkowej zamrażarce trzymam jedzenie na najbliższy tydzień, a moja mama dodatkowo ma jedną szufladę na pieczywo (nie mam celiakii, chleb jest w woreczku i trzymany na samym dole, więc mi to nie przeszkadza). Za to w dużej zamrażarce chowam wszystko np. owoce z lata (borówki, aronię, śliwki, truskawki), jesienne skarby (grzyby), warzywa w dużych paczkach po 2-3kg (szpinak, kalafior, fasolka szparagowa, mieszanki na patelnie albo na zupy), zioła i oczywiście mięso dla ludzi, piesa i kota. Mrożę również gotowe posiłki jak bigos, zupy, pasztety, wędliny, kluski, pierogi… Kiedy mam czas – gotuję, kiedy mam doła – jedzenie mam pod ręką. Dla celiaków i alergików o silnych reakcjach, dodatkowa zamrażarka (tylko z bezpiecznymi produktami) to bardzo ważna, wręcz niezbędna rzecz.
U mnie w domu zawsze była wielka zamrażarka – gdybyśmy kogoś zamordowali to zmieściły by się tam 2-3 ciała (tak dla wyobrażenia wielkości) i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej.

9. Sokowirówka

Stefan.. Na co Ci ta sokowirówka?… Zimą jest prawie niepotrzebna (o tym później), ale wiosną, latem i jesienią można robić soki ze świeżych warzyw i owoców. Niby nie jest to sprzęt niezbędny do życia, ale tak naprawdę osoby na diecie powinny spożywać jak najwięcej świeżych warzyw i owoców. Jeśli chcecie kupować wyciskane, niepasteryzowane soki, to możecie po pewnym czasie zbankrutować. Człowiek więcej pije niż zjada, dlatego żeby uzupełnić niedobory witamin czy minerałów, dobrze jest pić świeże soki. A w zimie (i nie tylko) sokowirówkę można wykorzystać do tarcia ziemniaków na placki – pięknie oddzielają się tarciny od wody i krochmalu. Pozostałości po warzywach i owocach są świetną bazą do bezowych wypieków (farfocle z jabłka – jako jajko, farfocle z marchewki albo buraków – na ciasto). Długi czas mieliśmy sokowirówkę i praktycznie codziennie piliśmy soki (każdy dostawał pełną szklankę). Jakiś czas temu sokowirówka odmówiła posłuszeństwa i uważam, że moje życie stało się uboższe o tą szklankę dziennie.

10. suszarka do jedzenia

Znowu można pomyśleć, że to kolejna, zbędna rzecz – nic bardziej mylnego. Suszenie to jedn z najlepszych metod konserwacji jedzenia, a taka suszareczka nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Co można suszyć? Pewnie przyjdą Ci do głowy grzyby i bardzo dobrze, ale to nie wszystko. Owoce jak maliny, borówki, czy truskawki świetnie nadają się do suszenia na herbatki owocowe, za to z jabłek wychodzą świetne chipsy do przegryzania. W suszarce można też zrobić vegetę. Wystarczy pokroić w pasterki marchewkę, pietruszkę, seler (chyba że masz alergię), pora, cebulę i co tam jeszcze wpadnie Ci do głowy. Wrzucić na suszarkę, potem zmielić, wymieszać (można dodać soli) i już. No i oczywiście zioła. Jeśli macie w ogródku/ doniczkach zieleninę, to przed zimą wszystko możecie ususzyć, żeby się nie zmarnowało. Podobno można też suszyć mięso, ale nigdy nie próbowałam, więc nic więcej nie powiem.

One Thought on “10 niezbędnych sprzętów kuchennych dla alergika”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *