Zastanawiacie się, kto wymyślił Bezową? Dlaczego mieli byście ufać w bezpieczeństwo produktów w Bezowej? Dlaczego nie otworzyłam ‚zwykłego’ sklepu? Skąd mogę znać się na różnych dietach eliminacyjnych skoro nie jestem lekarzem? Już zaraz wszystko o sobie opowiem…

Zaczęło się dość dawno temu… w roku 1991, bo właśnie wtedy się urodziłam. Pomijam nieciekawy czas dzieciństwa….bziuuum… i już jestem duża!
Od zawsze czułam się źle (choć nie zawsze to wiedziałam), odkąd pamiętam miałam alergię wziewną na prawie wszystko, astmę, niedoczynność tarczycy, problemy ze stawami, suchą i jednocześnie tłustą skórę, łamliwe i suche włosy, które się przetłuszczały (łupież gratis), potem doszły migreny, problemy z zębami, stany lękowe, depresja. Czułam się tak ‚od zawsze’, więc nie wiedziałam, że można czuć się lepiej. Kolejni lekarze, kolejne badania, kolejne leki… Na studiach (architektura krajobrazu – piękny kierunek) zauważyłam, że działam dużo wolniej od innych. Jakoś inni zdążyli zrobić projekty, wyjść na miasto, spotkać się ze znajomymi, nauczyć na egzamin, wyjść na siłownię, albo poćwiczyć w domu. Skąd oni mieli na to energię i czas? W pewnym momencie moje zdrowie było już tak kiepskie, że musiałam rzucić studia, bo prawie zniknęłam (miałam jakieś 10kg niedowagi). Mniej więcej w tym samym czasie jakiś dziwny lekarz powiedział mojej mamie (która się mu żaliła, że ma taką chorowitą córkę), żeby sprawdzić alergie pokarmowe. No to poszłam na kolejne badania… wyniki były jak wyrok, alergia na: pszenicę, gluten, ryż, ziemniaki, soję, orzechy, mleko i cały nabiał zwierzęcy, jajka, orzechy, banany, marchewki, jabłka… już wszystkiego nie pamiętam. Decyzja o diecie zapadła dopiero po 2 miesiącach, bo jakoś mnie to przerażało bardzo (a kogo by nie!). Postanowiłam wytrzymać tydzień albo 2 na restrykcyjnej diecie i wtedy zdecyduję co dalej. Po tygodniu miałam siłę wstać z łóżka, wejść po schodach, miałam ochotę (!) coś ugotować. Po 2 tygodniach przeszły biegunki, ból brzucha, ból głowy… zaczynałam czuć się jak człowiek. Wytrzymałam na diecie 2 lata, które mieszkałam we Wrocławiu. Nie mogłam już znieść miasta… jestem góralką, ja muszę biegać boso po lasach i łąkach. Po powrocie do domu już niestety nie mogłam utrzymać diety, bo nie ma na wsi odpowiedniego jedzenia. Zaczęłam powoli wprowadzać wszystkie składniki do diety. Kiedy już jadłam wszystko, w końcu mogłam iść do pracy i zacząć żyć czymś innym, niż ‚co ja dzisiaj zjem’. Sielanka nie trwała długo, nie minęło pół roku, jak wszystkie dolegliwości zaczęły wracać. Do miasta nie wrócę, zostanę wieśniakiem, a co! Ale bez diety się wykończę… Jedyne co mogłam zrobić to otworzyć własny sklep, w którym będę mogła wybierać.
Marzę o momencie, w którym otworzę lodówkę, bez namysłu wyciągnę pierwszą, lepszą rzecz i ją zjem, bez zastanawiania się z czego to jest zrobione. Dla niektórych takie marzenie jest zabawne, dla innych wręcz nieosiągalne.
Wiem jak wyglądają wszelkie święta, kiedy jest się jedyną osobą na diecie. Wiem jakie są babcie, mamy i ciocie, znam doskonale hasło ‚zjedz trochę, przecież Ci nie zaszkodzi’. Znam ból, kiedy patrzysz jak cała rodzina zajada się pizzą. Znam strach związany z imprezami typu ślub, pogrzeb, komunia, urodziny. Rozumiem, kiedy znajomi Cię nie zapraszają do siebie, bo strasznie wymyślasz. Znam uczucie, kiedy wchodzisz do kolejnego sklepu i nic w nim nie kupujesz, bo nie możesz. Wiem jak wyglądają dni ‚wolne’ z dietą, kiedy nigdzie nie wyjeżdżasz, tylko siedzisz w kuchni.
Wiele osób mówiło mi, że moje złe samopoczucie, to tylko wymysły, bo nie wierzyły, że można tak źle się czuć. Potem dużo osób powiedziało, że moja alergia to wytwór mojej wyobraźni. Większość osób twierdziła, że sobie nie poradzę z tak okrojoną dietą. Teraz, masa ludzi mi mówi, że i tak sobie nie poradzę z prowadzeniem sklepu. Całe szczęście, że ich nie słucham…