Pierwszą część o układzie pokarmowym można przeczytać tutaj:  Czy układ pokarmowy wie więcej niż my sami? .
Kiedy jedzenie jest już odpowiednio zmielone, rozbebłane i nasz koci móżdżek przepuści go przez zaworek, to chymus (1.) trafia do jelita cienkiego. Nasze jelitko ma od 3 do 10m długości, czyli całkiem sporo. Można to porównać do bardzo ciasnej rurki, przez którą przeciska się nadtrawione jedzenie. Żeby wszystko szło gładko (czyli w dół, a nie w górę), ściany jelit cały czas się poruszają, nazywa się to perystaltyką, albo bardziej obrazowo – ruchami robaczkowymi (2.). Dzięki temu nie ma przestojów w układzie pokarmowym, a wszystkie substancje są stale przesuwana z tą samą prędkością, cały czas do przodu. Z wątroby i trzustki wędrują do jelitka odpowiednie enzymy (3.), żeby rozłożyć żywność na czynniki pierwsze (glukoza, aminokwasy, glicerol i kwasy tłuszczowe) – dzieje się to w pierwszym odcinku jelita, czyli dwunastnicy. W dalszej części składniki proste są już wchłaniane do krwi. Pomagają w tym kosmki jelitowe (4.), czyli maleńkie wypustki – takie paluszki – wychwytujące składniki. Kosmki zwiększają powierzchnię jelita do około 30m2 (a nie kortu tenisowego, jak kiedyś myślano). I jeśli żołądek to gładki worek, tak jelita to nasza wewnętrzna rafa koralowa, albo łąka (jak kto woli), gdzie wszystko faluje, drga i ogólnie się rusza. Jak możecie zauważyć, nie wszystko wchłania się w jelicie cienkim (5.) Niektóre substancje nie są możliwe do strawienia (np. błonnik), lecą sobie one dalej do jelita grubego, gdzie będą pokarmem dla bakterii (ale to już inna bajka). Na końcu jelita cienkiego znajduje się wyrostek robaczkowy. Kiedyś ludzie myśleli, że to niepotrzebna pozostałość po przodkach, ale oczywiście się myliliśmy. Wyrostek robaczkowy jest jak arka Noego dla pożytecznych bakterii. Kiedy niszczymy swoje jelita paskudnym jedzeniem, antybiotykami, używkami itd, to bakterie chowają się do wyrostka, czekając na lepsze czasy. Kiedy zaczynamy się dobrze odżywiać i dokarmiamy nasz wewnętrzny świat, wtedy dobre bakterie wychodzą i zasiedlają od nowa jelita. Niestety wiele osób ma wycięty wyrostek i ich bakterie nie mają się gdzie schronić. Takie osoby powinny szczególnie dbać o dokarmianie wewnętrznego życia oraz uzupełniać florę zewnętrznie, czyli jeść probiotyki.


Wszystko wydaje się takie łatwe i proste, ale nic bardziej mylnego. Żaden pokarm nie jest w 100% tylko białkiem, czy węglowodanem. No może oprócz oleju… Na uproszczonym schemacie widać ile enzymów jest potrzebnych, no i do czego rozkładane są poszczególne materiały. Węglowodany, czyli cukry złożone zaczynają się trawić już w ustach, przechodzą przez cały układ pokarmowy, a na końcu powstaje z nich glukoza. Można sobie wyobrazić ile energii organizm potrzebuje, żeby z kromki chleba zrobić czystą glukozę, nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że dużo. A co jeśli wrzucimy do ust cukier prosty np syrop glukozowo-fruktozowy? Pomijamy cały cykl trawienia i od razu syropek trafia do jelita, gdzie jest wchłaniany. Nie dość, że organizm nie zużył ani odrobiny energii na strawienie syropu, to jeszcze nie zdążył zareagować na czas. Cały proces trawienia może trwać kilka godzin (jeśli chodzi o cukry), a taki syrop, który jest jeszcze w formie płynnej (w napoju owocowym przykładowo), trafia do jelit w kilka minut i siup już jest we krwi. W normalnych warunkach wielocukier właśnie byłby w żołądku, trzustka dorzucałaby do niego amylazę, za niedługo wątroba zauważyłaby, że trawione są cukry, koci móżdżek przygotowałby odpowiednią ilość insuliny do transportu glukozy, ale nie… glukoza już płynie we krwi. Więc co z nią zrobić? Najłatwiej przerobić na tłuszcz i wrzucić w boczki, albo na brzuszek.
Trawienie białek wygląda trochę prościej, ale to też jest złudne wrażenie. Istnieje masa różnego rodzaju białek, które rozkładają się do 25 różnych aminokwasów, dlatego wiele zależy od jakości spożywanego pokarmu. Jeśli będziemy jeść przez całe życie tylko kurczaka, to nie zdobędziemy wszystkich 25 aminokwasów (a trzeba bawić się w grę: zbierz je wszystkie), trzeba spożywać również białko od różnych roślinek i różnych zwierzątek.
Trawienie tłuszczów wydaje się już super proste, co w sumie pod względem chemicznym, takie jest… Ale (bo zawsze jest jakieś ale), organizm potrzebuje dużo energii do rozłożenia tłuszczów. Najpierw tłuste kropelki są rozbijane na mniejsze, a potem dopiero trawione. Olej olejowi nie równy, trzeba pamiętać, że ważna jest równowaga kwasów tłuszczowych itp. Szerzej o trawieniu poszczególnych składników będę jeszcze pisać. Dzisiaj chciałam tylko zaznaczyć, że funkcjonowanie jelit nie jest takie proste jak się wydaje. Nasz organizm bardzo intensywnie pracuje, żeby wyciągnąć z jedzenia wszystko, co się da, co jest podwójnie utrudnione, jeśli nie dbamy o to, c wrzucamy do swojej paszczy. Każdy niedobór jednego składnika, może uniemożliwić wchłanianie lub trawienie kolejnych. Możemy też zauważyć, że większość trawiennej pracy wykonuje wątroba i trzustka, kiedy zarzucamy je ogromną ilością kiepskiego paliwa, to nie możemy się spodziewać, że dojdziemy na tym daleko. Trzeba dbać o swoje narządy wewnętrzne, tak jak one o nas dbają.

O jelicie grubym i bakteriach zamieszkujących nasze wnętrze przeczytasz tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *