Rozpoczynamy projekt Misia

Misia to moja przyjaciółka, która bardzo cierpi, a ja postanowiłam jej pomóc, ponieważ kiedyś przeżyłam to samo. Niżej znajdziecie dokładny opis jej przypadku oraz porównanie do mojej sytuacji w przeszłości. W kolejnych wpisach będę informować o tym, jak idą postępy w naszej współpracy, jak i czy poprawia się samopoczucie Misi, ile czasu zajmuje podjęcie kolejnych kroków itd.

Kto to jest Misia?

Kobieta, lat 26 – myślisz, że powinna być w pełni sił, zdrowa, piękna i zadowolona z życia, bo jest młoda? Czytaj dalej.
Mieszka w dużym mieście, razem ze swoim facetem i psem (psi staruszek). Pracuje przy obsłudze klienta, zna kilka języków obcych – brzmi dobrze, prawda?
Charakter ma poczciwy, jest dobra, spokojna, bardzo stara się dopasować do oczekiwań innych. Nie
walczy o swoje, jest raczej uległa i nie wchodzi w konflikty.
Poprosiłam o opis obecnego stanu samopoczucia, dolegliwości i standardowy plan dnia. Misia czuła się tak źle, że nie potrafiła tego zrobić, ale znam ją na tyle dobrze, że chyba sobie z tym poradzę.
Mniej więcej jej plan dnia wygląda tak:

1. Pobudka rano, coś koło 6:00
2. Brak śniadania, albo coś w stylu kromka z szynką
3. Szybki spacer z psem, taki tylko na siku.
4. Tramwajem do pracy
5. Praca, dużo pracy
6. Coś, co ma przypominać obiad na przerwie w pracy
7. Tramwajem z pracy
8. Spacer z psem
9. Chwila spokoju w mieszkaniu (książka, film, planszówki)
11. Kolacja (tak jak śniadanie)
10. Spacer z psem
11. Sen

Można zauważyć, że odżywianie Misi jest tragiczne, w ciągu dnia nie ma też zbyt wiele ruchu, bo piesek jest starszy i przemieszcza się żółwim tempem. Ona sama nigdy nie była na żadnej diecie, nie ma alergii pokarmowych, ani nietolerancji. W zasadzie wiele osób żyje w podobny sposób, więc czym się różni Misia od innych? Dolegliwościami.
A co Misi dolega? Już piszę, proszę bardzo:

1. Depresja – taka zdiagnozowana i leczona farmakologicznie
2. Stany lękowe – jeśli nigdy nie miałeś takich, to nie zrozumiesz czym jest paniczny lęk bez powodu, ale to naprawdę paskudna przypadłość
3. Nerwica – o tym niewiele wiem, bo Misia nie chciała się podzielić, ale osoba, która nigdy się nie denerwuje, łatwo może popaść w nerwicę
4. Ból szczęki – taka dziwna przypadłość. Silny ból, taki, że człowiek ma ochotę umrzeć (naprawdę), ale nie reaguje na żadne leki przeciwbólowe. Neurolog nie pomógł, dentysta i inni lekarze nie stwierdzili stanu zapalnego, ani żadnej innej anomalii. Boli od miesiąca, a zalecenie brzmi ‘samo przejdzie’
5. Bezsenność – jest jednocześnie przyczyną jak i skutkiem bólu.
Oprócz tego, Misia ma wycięty wyrostek robaczkowy, który jest zwykle ‘arką Noego’ dla dobrych bakterii w jelitach. Niestety w tym przypadku flora bakteryjna nie ma jak się odbudować.

Pierwsze trzy punkty, oczywiście mają swoją przyczynę w życiu Misi, ale nie to jest ważne. Pytanie brzmi, skąd wziął się ból? Ha! Zanim ból się pojawił, Misia dostała dodatkowe obowiązki w pracy, które nie są związane bezpośrednio z jej wykształceniem (i umową), do tego sama musiała walczyć o podwyżkę. Dla osoby z powyższymi dolegliwościami, walczenie o swoje prawa jest bardzo trudne i stresujące. Kilka miesięcy wcześniej Misia miała bronić pracy magisterskiej, ale nie zdążyła jej napisać, dlatego postanowiła się bronić w kolejnym terminie. Te sytuacje wydają się bardzo ‘zwykłe’, jednak dla kogoś, kto całe życie spełnia oczekiwania innych, decyzja o przedłużeniu studiów, jest działaniem wbrew oczekiwaniom. Z bardziej pozytywnych informacji: Misia się zaręczyła, chciałaby planować ślub, ale kosztuje ją to zbyt wiele lęku i stresu.
Moja przyjaciółka bardzo się stara, żeby zachować pozory ‘normalnego’ życia. Przez wiele lat się to udawało, ale nie zauważyła że powoli raci energię i siły do życia. Obecnie uważa, że żyje na 10%, czyli straciła już 90% energii życiowej i ciągnie ostatkiem sił. Kiedy była u dentysty, okazało się, że ‘musi’ wyleczyć część zębów, wyrwała w międzyczasie ósemkę i leczy kanałowo inne zęby (bo przecież mało ma zmartwień i bólu).
Teraz opowiem Wam, w czym Misia jest do mnie podobna. Przed maturą, czyli jak miałam 18-19 lat, starałam się spełnić oczekiwania wszystkich. Napisałam pracę na olimpiadę z biologii i oczywiście przeszłam do kolejnego etapu, byłam w technikum i techniczną olimpiadę też przeszłam (aż do ogólnopolskiego szczebla), do tego prawo jazdy, matura, egzamin zawodowy, wybór studiów, ojciec wyrzucił mnie z domu i nie miałam za bardzo gdzie mieszkać… nie wiedziałam, że mam depresję, nie wiedziałam, że to, co czuje to ataki paniki. Pamiętam, że starałam się funkcjonować normalnie, aż zaczęła mnie boleć głowa, miałam taką migrenę, że mruganie mnie bolało. Taki stan trwał 3 miesiące zanim ktoś zauważył, że coś jest nie tak, potem było gorzej, bo jeździłam po lekarzach, którzy mówili, że nic mi nie jest, leki nie działały, spałam po godzinie (przez 3 miesiące!). A od rodziny i przyjaciół słyszałam ‘zacznij myśleć pozytywnie’. Pamiętam, że chciałam nie żyć, zrobiłabym wszystko, żeby nie czuć już bólu. Kiedy Misia użyła tych samych słów, pomyślałam, że nie mogę jej powiedzieć ‘zmień nastawienie’, tylko muszę jej pomóc stanąć na nogi.

Dlaczego chcę to opublikować?
Jak poczytacie w jaki sposób dbam o Misię, to może się Wam to spodoba i też będziecie tak chcieli, a wtedy zapraszam do kontaktu.
Po drugie, jeśli się uda, to może pomożemy innym ludziom, którzy cierpią na taki rodzaj bólu. Nikt, nigdzie nie napisał, jak sobie z tym poradzić, może będę pierwsza.
Po trzecie życie nie jest piękne i wspaniałe. Ludzie cierpią, gubią się w życiu, czasami popełniają błędy, nie potrafią się ogarnąć, naprawić, poskładać. Stawanie na nogi nie trwa kilku dni, ani nawet kilku tygodni. Staję naprzeciw ‘cudom internetu’, magicznym lekarstwom, szybkim dietom i idealnym rozwiązaniom na każdą bolączkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *