Leczo niby takie same jak każde inne, ale robione na ognisku.

Najpierw przygotowałam palenisko:
– ułożyłam dwa słupki z kostki brukowej (pozostałości po układaniu chodnika), ale mogą być też cegły lub kamienie.
– na to położyłam kawałek blachy – miałam taką o grubości 1cm (ważyła chyba tonę), ale można użyć kratki z grilla

Są upały, więc rozpaliłam ognisko jak już się ściemniło. W domu zapakowałam koszyk:
– papryka zielona, czerwona i żółta
– kiełbasa
– cukinia
– pomidory
– cebula
– olej
– słoik z czystą wodą
– sól i pieprz
– ostry nóż
– deska do krojenia
– latarka (najlepiej taka na czoło)
– bawełniana ściereczka
– drewniana łyżka do mieszania (metalowa za szybko się nagrzewa)

Oczywiście możecie wykorzystać wszystko, co wykorzystujecie normalnie do lecza. Jeśli chodzi o rondel, to musi mieć grube dno, ja mam taki specjalny do gotowania na ognisku (dość często w ten sposób robimy obiady).

Warzywa trzeba przepłukać w domu, chyba że w lesie macie dostęp do strumienia. Ja mieszkam w lesie i gotuję niedaleko domu, wodę biorę z piwnicy, mam też pod ręką narąbane drewno przy stodole. Jeśli nie masz takiego otoczenia, nie zapomnij wziąć siekierki.

Zacznij od rozpalenia ognia, postaw garnek od razu na ‚piecu’, bo minie trochę czasu, zanim się rozgrzeje (zwłaszcza jeśli masz porządną blachę)

Kroisz wszystko po ciemku w kostkę ‚jaka wyjdzie’ w kolejności:
1. kiełbasa
2. cebula
3. papryka
4. cukinia
5. pomidor

Co uda się pokroić, ląduje w rondlu (albo obok), trzeba ostrożnie podkładać do pieca, żeby się nic nie przypaliło.
W jedzonku wyląduje też popiół, gałązki, trawa, robaki i inne leśne przyprawy. Dzięki temu leczo ma wyjątkowy zapach i smak.

Znacie kogoś, kto panikuje w kuchni, albo traktuje gotowanie jak dziedzinę chirurgii? wyślijcie go do mnie ;D

One Thought on “Leczo z lasu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *