Dzisiaj opowiem Wam o tym dlaczego w schroniskach górskich lubi się bezowych ludzi. Bedzie też trochę o tym jak zostać dobrym bezowym turystą, ale zacznijmy od początku.
Co to jest górskie schronisko? To taki jakby hotel, ale w górach. Oprócz tego, że musi spełniać wszystkie wymogi jak hotele na nizinach (sanepid, ppoż i inne takie), schronisko to bardzo nietypowe miejsce. Żeby było łatwiej Wam zrozumieć zasady działania, zrobiłam piękną tabelkę.

 HOTELSCHRONISKO
MIEJSCEmiasto, z dostępem do różnych atrakcji, od zwiedzania, przez restauracje, po operę/ teatr/ kinozbudowane na odludziu, na szczytach gór, z atrakcji mamy dziki, jelenie i niedźwiedzie. Oczywiście są tez piękne wschody i zachody słońca
FUNKCJEdaje ludziom nocleg i jedzenie. Wszystkie poboczne funkcje załatwiają firmy zewnętrzne np pralnia, wywóz śmieci, nawet jak coś się zepsuje, to przyjedzie pan naprawiacz i naprawi.ha! Tu Was zaskoczę. W schronisku musi być wszystko: pralnia (pościel, koce i wszystko z kuchni np ścierki, fartuchy), magazyn na zapakowane produkty (butelki z wodą i piwem, słodycze itp), magazyn na warzywa i owoce, magazyn na żywność (lodówki i takie tam), magazyn pościeli, magazyn na środki czystości, miejsce do suszenia prania, kuchnia do przygotowania posiłkow, kanciapa czyli 'biuro' z wszelkimi dokumentami, papierami itd, pokoje dla pracowników, pokoje/ mieszkanie dla właścicieli, garaż (skuter śnieżny, quad, samochód...) warsztat naprawczy (wszystkie narzędzia), kotłownia, miejsce na węgiel i drewno, składowisko odpadów...
PRACOWNICYwłaściciel zatrudnia pokojówki, sprzątaczki, kogoś na recepcję, kucharzy, kelnerki. Oczywiście w mniejszych hotelach jedna osoba może spełniać kilka funkcji, ale chyba się nie zdarzyło żeby sprzątaczka była tez kucharką. Poza tym mówimy o miejscu, gdzie w każdy weekend śpi co najmniej 70-80 osób. Na nizinach wydaje się niemożliwe, żeby pracowników było mniej niż hmm...15 (liczę kuchnię, recepcje, pokojówki i sprzątaczki)5-7 osób ogarnia wszystko. Każdy członek załogi sprząta, gotuje, zmywa, sprzedaje, ogarnia zakwaterowanie, przygotowuje pokoje, pierze... I ogarnia wszystko inne, co tylko jest potrzebne. Jeśli będąc w schronisku spotkasz osobę czyszczącą kibelki, bądź miły, bo ta sama osoba ugotowała Ci obiad i za Ciebie pozmywała. Musi być tez na miejscu ktoś, kto zna się na hydraulice, elektryce, mechanice, remontach itd. Ekipy remontowe wzywa się w naprawdę skrajnych warunkach
CZAS PRACYprzychodzi się na 8h, czasami na 10, sprzątaczki chyba przychodzą na krócej. Najgorzej ma kuchnia, bo robią na 2 zmiany. Ogólnie praca jak każda inna: wstajesz rano, idziesz do pracy, pracujesz, wracasz z pracy, śpisz. Oczywiście wszystkie święta, długie weekendy i dni 'wolne od pracy' trzeba pracować, bo wtedy jest najwięcej ludzi.nie ma czegoś takiego jak 'godziny pracy' jesteś w robocie 24h/ dobę przez określony czas np weekend (3-4dni), tydzień, miesiąc... Zależy skąd pracownik przyjeżdża. Ja mieszkam pod górką na której pracuje, dlatego schodzę po weekendzie, żeby za dwa dni znowu wleźć na górę. Żeby nie było że jest jakiś wyzysk w schronisku... Po prostu nie wracamy do domu, śpimy w pracy, ale czasem trzeba w nocy przypilnować turystów, posiedzieć dłużej żeby nakarmić ludzi z drogi. Fizycznej pracy jest jakieś 14-16h dziennie, ale prawdziwa harówka jest 'tylko' przez 10-12h
DOSTAWYz żywnością przyjadą, pościel brudną wywiozą, czystą przywiozą, śmieci odbiorą, gaz doprowadzą miejski, prąd podłączą miejski, wodę podłączą miejską, ścieki odbiorą do kanalizacji. Jak czegoś braknie, można podlecieć kawałek dalej i dokupić.odpowiedni samochód terenowy i jazda po towar 1-2 razy w tygodniu (nie może niczego zabraknąć, bo nie ma gdzie dokupić). Wyobrażacie sobie jak się jedzie z butelkami piwa po szlaku? - bardzo ostrożnie. Śmieci tez trzeba samemu wywozić - papier to luz bo się spali, resztki jedzenia na kompost, ale butelki szklane, plastik i puszki trzeba zwozić. Sanepid wymaga osobnego samochodu do jeżdżenia ze śmieciami a innego do żywności (nie można zjechać z odpadami i wrócić z dostawą). Prąd jest w większości schronisk (ale nie wszędzie), instalacje były robione niedawno, dlatego są gniazdka w dziwnych miejscach i jest ich mało (50 lat temu nikt nie przewidział, że każdy będzie chciał naładować telefon). Gaz trzeba dowieźć w butlach, jak jest prąd to gazu używa się oszczędnie, ale jak prądu nie ma to butle schodzą jak zapałki. Woda - studnia + kotłownia = ciepły prysznic. Ale nie pali się zawsze (żeby nie marnować węgla, który tez trzeba wywieźć do góry), dlatego czasami ciepła woda jest tylko w określonych godzinach. O ścieki też trzeba samemu zadbać.

Jeśli jeszcze nie wierzycie, że można tak pracować, to przedstawię Wam opis standardowego dnia w górach:

1.Pobudka

W tygodniu wstajemy później – coś koło 6, w weekendy – 5:30, kucharze nawet wcześniej. Jedyny plus jest taki, że nie mamy daleko do pracy, nie musimy dojeżdżać i ciężko jest zaspać. W poprzednim schronisku (na Rycerzowej) wstawałam najwcześniej, lubiłam te kilka minut kiedy cały świat jeszcze spał i była taka hmmm cisza przed burzą.

2. Sprzątanie

Tak wcześnie rano jest jedyny moment, kiedy można posprzątać ubikacje, korytarze, schody, jadalnię i wszystko oprócz pokoi. O tej porze pląta się najmniej turystów, ale nigdy nie jest tak, żeby ich całkiem nie było. Najgorzej jest, kiedy stado (znaczy dużo ludzi) śpi na podłodze w jadalni. Trzeba ich wtedy obudzić o 6, poczekać aż się pozbierają i wyniosą. Zawsze wtedy narzekają, ale każda minuta ich zwłoki to minuta mniej naszej przerwy na śniadanie (jakiej przerwy?!). Główny kucharz przygotowuje kuchnię, zupy, wielki gar na wrzątek. Chłopcy jeżdżą z taczką dookoła schroniska i zbierają śmieci, ogarniają teren przy ogniskach po nocnych libacjach. To jest czas, kiedy zmywa się wszystko po nocy.  Trzeba też przygotować bufet: przynieść soki, piwo, uzupełnić niedobory słodyczy, przekąsek, wody itd. Jeśli wyrobimy się z tym do 7:50 to mamy całe 10 min na napicie się kawy.

3. Śniadanie

od 8:00 zaczyna się śniadanie (dlaczego tak późno?! – pytają turyści). Ekspresy (na Rysiance mamy 2 i jest super) nie nadążają z robieniem kawy, drożdżówki schodzą jak ciepłe bułeczki (bo są ciepłymi bułeczkami), tam gdzie nie ma prądu leci się z herbatą. Każdy jest głodny i chce szybko zjeść, kuchnia leci na kilka patelni z jajecznicami, w międzyczasie wydaje się wrzątek, jedna osoba siedzi na zmywaku i ogarnia żeby nie brakło filiżanek i innych kubeczków.. Śniadanie jest wydawane do 11:00, ale jak jest dobrze, to 0 9:30 robi się luźniej i każdy po kolei idzie na śniadanie. Nie można na raz, bo ktoś musi pilnować bufetu.

4. Sprzątanie

Śniadanie zjedzone – 9:50 – lecimy sprzątać pokoje. Na Rysiance są dwa budynki do sprzątania. Znowu ubikacje, prysznice, pościel, zetrzeć kurze, zamieść umyć. Jak jest duży ruch, 2-3 osoby zostają na kuchni, 2-3 osoby sprzątają. Umyć okna, bo dzieci odbiły nosy, lustra i umywalki (na Rysiance w każdym pokoju). Pościel do prania, szybciutko do drugiego budynku, raz! raz! i już jest 12:00

5. Obiad

Nocujący już poszli, przychodzi fala nowych turystów z dołu, albo z innych schronisk. Jak przychodzą to chcą, żeby było czysto, więc jeszcze trzeba przelecieć stoliki po śniadaniu. Zaczynają się schabowe i lanie piwa, chłopaki ciągle toczą nowe beczki, brakuje wszystkiego w lodówkach, trzeba latać do magazynu, bo przy kuchni nie trzymamy nic (jest za ciepło). Jedną ręką leję piwo, drugą wydaję resztę, trzecią podaję słodycze, w międzyczasie latam na kuchnię i składam zamówienia na kolejne kotlety, żurki i bigosy. Każdy pyta czy można płacić kartą – nie można, bo nie mamy zasięgu – sorry. Co chwilę słyszę: poproszę zestaw obiadowy schabowy, ale bez panierki i żeby ziemniaki były podsmażone a nie ugotowane, a jak nie ma, to żeby nie było, tylko 2x więcej surówki, ale żeby nie było tam kapusty, bo jak jest kapusta, to może pani np pokroić pomidora…yhy…Zmywak pęka w szwach, brakuje szklanek na piwo, brakuje talerzy na jadło drwala (przepyszne – polecam). Nie ma czasu nabijać paragonów, karteczki z kuchni będą nabijane wieczorem. Nagle robi się 16:00, ruch się nie zmniejsza, ale przychodzą ludzie na nocleg: jest rezerwacja? nie ma, podłoga – sorry, wszystko zajęte. Wydać pościel, dać klucz, wytłumaczyć gdzie spanie, rozliczyć zniżki, namioty, psy i dzieci, wydać materace na podłogę, w międzyczasie (to jest bardzo ważne słowo) dalej lać piwo, składać zamówienia na kuchnię. Zmywakowy biega po polu szukać pustych kufli, których turyści nie raczyli przynieść na okienko, na kuchni popłoch bo brakuje zupy, ziemniaków, gulaszu… turyści wszystko zjedli… Godzina 17:00-18:00, ktoś przychodzi mnie zmienić z hasłem ‚może zjesz obiad?’. Coś tam sobie odgrzewam, zjadam, ale w międzyczasie podaję chleb, naleśniki, niosę czyste kufelki na bufet. O 19:00 koniec wydawania posiłków (dlaczego tak wcześnie zamykamy kuchnię?!)

6. Zamykanie kuchni

Nadeszła godzina zamykania kuchni, już nie podkłada się do pieca, chowa się do lodówek to, co zostało. Zupy stoją na piecu, bo zaraz i tak ktoś przyjdzie i powie że nie zdążył, ale jest głodny. Zamiatanie, mycie garnków, mycie podłóg, ogarnianie kuchni, a na bufecie: piwo, szarotka, gorąca czekolada,  jeszcze więcej piwa, noclegi, czemu nie można kupić wódki? rezerwacja, podłoga, pościel, jeszcze więcej piwa, dlaczego nie ma już schabowych? Szefostwo wykonuje telefony do osób, które nie przyszły jeszcze na nocleg, część: przyjdziemy, przyjdziemy, ale tak po 22, możecie zostawić nam coś do jedzenia? i jeszcze chcielibyśmy pościel. Niektórzy: a nie, nie przyjdziemy, zrezygnowaliśmy – jaki pokój? ile osób? kogo wybrać z podłogi do pokoju? selekcja: matki, dzieci i osoby starsze do pokoju, reszta zostaje na podłodze.

7. Zamykanie bufetu

Godzina 20:30 – wszyscy ustawiają się w kolejce, bo przecież trzeba zamknąć bufet. Piwo butelkowe idzie skrzynkami, bo musi starczyć na całą noc. koło 21:00 udaje się zamknąć okienko bufetowe, jeszcze ktoś zapuka w drzwi, bo chce wrzątek, piwo, herbatę, zapytać o coś. 21:00… można usiąść.

8. Ostatki

Jeśli w nocy ma ktoś przyjść, na kuchni zostaje szefostwo, pracownicy mają wolne. Niektórzy turyści zapraszają na ognisko i imprezę… hasła typu: fajnie tak pracować w górach – to standard. Idziemy na borówki, albo posiedzieć na polu, pogadać. Pracując na Rycerzowej raz udało mi się zejść do domu żeby się umyć, wziąć parę rzeczy i wylecieć z powrotem do góry, koło północy byłam już w bacówce. Z Rysianki mam 3h, więc nie wychodzę do domu. Idę się wykąpać – pracownicy grzecznie czekają w kolejce razem z turystami do tego samego prysznica. Koło 23:00 człowiek idzie spać. Niektórzy mają miejsce w pokoju pracowniczym (starsi pracownicy), ale ja lubię spać na podłodze, kolega sypia w pralni, a jak jest dużo ludzi to i na kuchni zdarza się spać. Budzik na 5:30 i od nowa to samo.

Jak ja radzę sobie z moją bezową dietą w takich sytuacjach? Suche wafle,paszteciki profi,  pasty wawrzyniec, makaron ryżowy bez gotowania (czasem moczy się kilka godzin). Na dole (w domu) gotuję sobie zupy, bardzo pożywne, z duża ilością białka i tłuszczu – zaprawiam i Pan Szef mi przywozi samochodem na górę. Raz wyniosłam słoiki na górę, ale szłam 4,5h zamiast 3 i myślałam po drodze, że umrę (a tu cały weekend pracy przede mną) – nigdy więcej. Mam blisko, z góry schodzę prosto do domu, więc przez dwa dni gotuję i robię zakupy. Mam opcję wyjeżdżać samochodem z szefem, ale nie podarowałabym sobie spaceru po górach. Raz udeptałam 200 litrów kapusty (nie wiem ile to było kg, beczka miała 200l) a potem poszłam do domu. Padłam przed wejściem i leżałam 30 min zanim udało mi się dotrzeć do łazienki. Teraz jestem mądrzejsza i w góry wychodzę we czwartek wieczorem, przekimam się i w piątek rano jestem zwarta i gotowa do pracy. W poniedziałek rano wstaję i wracam do domu, bo w niedziele nie mam siły ruszyć nawet palcem. Ostatnio na bufecie sprzedawałam na kucki, bo nie miałam już siły wstać, ale żaden turysta się nie obraził. Wiele osób ma alergię lub jest na diecie wegetariańskiej/ wegańskiej i oni tak bardzo nieśmiało pytają o coś do jedzenia. Jakiś czas temu na bufecie obsługiwał mój kolega i przyszła pani, która zapytała czy jest coś bez glutenu, na co usłyszałam z bufetu żałosne: Wiolaaaaaa ratunku! Podeszłam, zapytałam: alergia, celiakia, czy inne paskudztwo? Pani się trochę zdziwiła, nieśmiało powiedziała, że toleruje pierwotne odmiany zbóż. Szybko znalazłyśmy rozwiązanie. Pan, którego syn nie tolerował glutenu i prosił o kotlet bez panierki, też się trochę zdziwił, kiedy wytłumaczyłam, że i tak będzie smażony (kotlet, nie ten pan, ani jego syn) na tej samej patelni i będzie miał więcej niż śladowe ilości. Lubię takich ludzi, bo oni nie wymyślają głupot, cieszą się jeśli uda się znaleźć dla nich coś do jedzenia, nie mają pretensji, że jest za mały wybór. Weganie i wegetarianie podobnie, do tego jakoś bardziej dbają o otoczenie i nie zostawiają śmieci – mam dla Was też dobrą wiadomość – na Rycerzowej pracują głównie wegetarianie (szef tez nie je mięsa) i większość dań jest tam bezpieczna, nie dodają też oni mąki do zup (oprócz żurku – no wiadomo) i innych potraw, więc z alergią można się tam spokojnie wybrać. Na Rysiance niestety jest kucharz starej daty i choć wszystko jest przepyszne, to każde danie jest zagęszczone mąką. Zastanawiam się, czy nie zaproponować, że ugotuję jakąś zupę, albo inny sos bez alergenów, który można będzie zaprawić do słoików i sprzedawać dla takich wymagających turystów. Chcielibyście? Kto z Was by przyszedł, gdyby wiedział, że jest coś bezpiecznego do zjedzenia? Niestety celiacy odpadają, bo nie mam opcji ugotowania, ani nawet odgrzania jedzenia w bezpiecznych warunkach.

Pewnie zauważyliście, że łatwo nie jest, lekko raczej też nie. Co możecie zrobić, jako turyści, żeby było nam lżej:

1.Zabrać wszystko ze sobą

Chodzi o zabranie z domu wszystkich potrzebnych rzeczy. Jeśli nie wiesz czy będziesz wracać tego samego dnia – weź śpiwór i karimatę. To nie są ciężkie rzeczy, a mogą się przydać. Zabierz ze sobą apteczkę, najczęstsze leki, dodatkowe przebranie, coś przeciwdeszczowego – góry są nieprzewidywalne. Jeśli masz alergię zabierz ze sobą coś, co możesz jeść. Łatwiej nam schować coś do lodówki (choć nie wszędzie te lodówki są), niż na szybko próbować gotować, a naprawdę zależy nam, żeby każdy wyszedł najedzony. Dzieci nie lubią pić z butelki, tylko muszą ze szklanki? weź metalowy kubeczek. Znasz siebie i swoich najbliższych, weź ze sobą wszystko, co może się przydać, a co nie jest zbyt ciężkie.

2. Zjadać do końca

Jeśli masz dziecko i wiesz, że nie zje całej porcji, powiedz o tym. Lepiej jest nałożyć mniej, niż potem wyrzucać jedzenie. Z kompostem i wyrzucaniem resztek jest problem, ponieważ pod schronisko przychodzą dziki i lisy (niedźwiedzie i takie tam), dlatego trzeba jak najdalej wywozić odpady, a na to nie ma czasu.

3. Przynieść drobne

W schronisku jest taki problem, że jeśli braknie drobnych do wydawania, to nie skoczę za róg, żeby w najbliższym sklepie rozmienić pieniądze. Ludzi, którzy przychodzą z monetami 1-2zł i proszą żeby im wymienić na grube, zapamiętuje się. Jeśli jesteś dobrze zapamiętany, to zawsze możesz coś dostać gratis.

5. Odnosić brudne naczynia

Nawet jeśli jesz/pijesz na polu, to odniesienie naczyń po zjedzeniu zajmie Ci najwyżej minutę. Uwierz mi, nie jesteś tak zmęczony, żeby nie dotrzeć do okienka zwrotu naczyń i z powrotem. Uważasz inaczej? przyjdź pomóc na weekend do schroniska.

6. kupić coś

Schronisko funkcjonuje i działa tylko dzięki temu, że ludzie tam kupują. Większość osób nosi własne jedzenie, co jest normalne, ale będziemy wdzięczni jeśli zakupisz cokolwiek. Możesz kupić herbatę, pamiątkę, albo wodę, jeśli nie możesz nic zjeść. Mistrzowie kombinowania robili tak: prosili o pożyczenie kubeczka; za chwilę podchodzili i pytali o torebkę herbaty, żeby mogli sobie w trasie zrobić, to za 50gr by wzięli taką jedną torebkę; Na koniec przychodzili z pożyczonym kubkiem z herbatą kupioną za 50gr i prosili o wrzątek, za który nie płacili. Dlatego jeśli zdziwi Was kiedyś opłata za wrzątek, albo cena 5zł za torebkę herbaty, to sobie przypomnijcie powyższą historię. Gdyby każdy tak robił, schroniska upadły by w kilka tygodni.

7. przychodzić na czas

Nie denerwuj załogi o 6 rano, bo Ty musisz koniecznie wypić kawę z ekspresu o tej porze. Nie przychodź o 7:50 prosić o wcześniejsze otworzenie bufetu, bo nie możesz wyjść 10 min później ze schroniska i musisz zjeść w tym momencie. Jeśli coś jest o danej godzinie – dostosuj się. Przyjdź kilka minut przed zamknięciem kuchni czy bufetu. Zdarza się, że ktoś rzeczywiście koniecznie musi być później/ wcześniej, powiedz o tym komuś z pracowników, ale dzień wcześniej. Będziesz w nocy? zadzwoń i powiedz, poinformuj, czy potrzebujesz jedzenia, czy możemy je schować. Wstajesz o 4:30 bo czekasz na wschód słońca i koniecznie chcesz go obejrzeć z kubkiem kawy w ręce? powiedz wieczorem o tym, zostawimy czajnik elektryczny na jadalni.

8. rezerwować nocleg

Chcesz spać w schronisku? Zadzwoń i o tym powiedz. Zarezerwuj nocleg i wyślij zadatek. Nie wiesz czy chcesz nocować w schronisku? Nie rezerwuj noclegu. Zadzwoń i zapytaj jak wygląda sytuacja noclegowa. Jeśli nie ma miejsc, weź ze sobą śpiwór i karimatę, jeśli jest pusto (w tygodniu się zdarza) możesz iść na luźno. Ale jeśli jesteś pewny, że nocujesz – poinformuj nas. Wiele osób nie rezerwuje noclegu, choć wiedzą, że będą nocować i mają pretensje, że nie mają śpiwora a muszą spać na podłodze. Na Rysiance jest o tyle dobrze, że mamy materace do pożyczenia, ale na Rycerzowej nie było takiej możliwości. Do tego był bezwzględny zakaz wydawania koców na podłogi (spróbujcie ręcznie wyprać gruby 40-letni koc – powodzenia).

9. Ściągać poszewki

Kupiłeś nocleg z pościelą, bo nie miałeś śpiworka. Rano zanim wyjdziesz ściągnij poszewki z kołdry i poduszki. Dla Ciebie to jest chwilka roboty, a jak trzeba ściągnąć 40 poszewek, to człowieka szlag trafia.

10. podziękować

Jesteśmy ludźmi, nie maszynami, jest nam miło kiedy ktoś pochwali kuchnię, załogę, porządek, cokolwiek. Można być gburem i nie powiedzieć ani słowa przy bufecie, odbierając jedzenie, czy zwracając brudne naczynia, ale po co? Kiedy jestem na zmywaku, mówię ‚dziękuję’ każdemu człowiekowi, który odniósł brudy na okienko, może z 15-20% odpowiada. Cała załoga bardzo się stara, jesteśmy po 16h na nogach, ale uśmiechamy się do Ciebie i jesteśmy mili – to jedno z najtrudniejszych zadań. Spróbuj to uszanować.

11. Pytać

Lepiej zapytać niż zrobić źle. Jeśli nie wiesz czy możesz coś zjeść – zapytaj. Interesuje Cię coś z funkcjonowania schroniska – zapytaj. Nie bój się, nie gryziemy i jesteśmy przyzwyczajeni do różnych dziwnych pytań. Oczywiście bez przesady – kiedy jedna osoba pyta 10x o to samo, to mam ochotę ją udusić (kto by nie miał)

12. Informować o awariach

Jesteśmy ludźmi. Chociaż dwoimy się i troimy, to możemy coś pominąć. Ostatnio przyszła do bufetu pani i delikatnie zagadnęła, że w toalecie zabrakło papieru – brawo dla tej pani. Staramy się zaglądać na salę i toalety w ciągu dnia, jak trzeba to myjemy stoliki, podłogę i odtykamy kibelki, ale nie zawsze nadążamy. Bez pretensji i złości wystarczy podejść i powiedzieć – minuta i ogarniemy. Kiedy coś cieknie, coś się rozbiło, coś odpadło, coś się nie domyka, albo nie otwiera – przyjdź i powiedz, ale tak spokojnie i bez emocji. Przez schronisko przewija się tyle ludzi, że usterki i awarie to standard.

13. Segregować śmieci

Nie rozumiem tego, że na dole ludzie rozróżniają kubełki i wrzucają odpady odpowiednio, a na górze wszystko im jedno. Jesteśmy ludźmi (serio) i nie bawi nas grzebanie w petach, brudnych chusteczkach, resztkach jedzenia i rozbitych butelkach, żeby posegregować śmieci. To człowiek segreguj odpady, nie maszyna. Jak dochodzą brudne pampersy to jest już całkiem zabawnie…

14. Zachowywać ciszę nocną

Na polu, przy ognisku możesz imprezować ile chcesz, ale po wejściu do budynku zachowaj ciszę i naucz tego swoje dzieci. Niektórzy turyści śpią, żeby się wyspać. Wspomnę też o załodze, która ma 5-6h snu i ma ochotę zabić każdego, kto hałasuje. Oczekujesz, że rano obsłuży Cię wyspany, uśmiechnięty człowiek? Pozwól nam się wyspać.

Czego nie robić:

1.nie dzwonić z beznadziejnymi pytaniami

Jakie to pytania beznadziejne? np jaka będzie pogoda za tydzień. Masz w domu internet? Sprawdź. Mamy dostęp do tego samego internetu, albo nie mamy go wcale. Dzwonienie w sobotę popołudniu z pytaniem ‚czy są dzisiaj wolne pokoje’ jest równie beznadziejne. Weekendy są zajęte na kilka tygodni do przodu (przynajmniej u nas), w tygodniu to pytanie ma większy sens. Pytania o zagubione rzeczy na trasie też często są beznadziejne (zwłaszcza drobne), bo ludzie idąc zabierają sobie znaleziska, bardzo rzadko coś przynoszą. Jeśli coś się znalazło to jest ogłoszone na fb schroniska.

2. nie kraść jedzenia

Ogólnie uważam, że kradzież w górach to mistrzostwo chamstwa. Zdarza się, że ludzie stoją sobie przy wydawaniu posiłków i jeśli ktoś nie zdąży dojść po swoją porcję to zabierają i sobie idą. Potem człowiek, który zapłacił ma pretensje, że nie dostał jedzenia, że czeka 15min na nalanie zupy. Niektórzy są mistrzami i idą do wydawania posiłków mówiąc, że nie dostali czegoś, co zamówili (chociaż wcale nie zamawiali). Nie dość, że oszukują i kradną, to jeszcze wprowadzają totalne zamieszanie na kuchnię i bufet. Niestety grasuje też szajka ludzi, którzy kradną buty górskie. Schroniska zawsze były bezpieczne i wolne od takich sytuacji, każdy w górach czuł się bezpiecznie. W zimie, co weekend w kolejnym schronisku ginęły buty. Szczerze, jest mi wstyd, bo to na pewno byli młodzi ludzie (nikt starszy nie wpadł by na taki głupi pomysł), a ja też jestem młoda i to mogliby być moi koledzy (jakbym dorwała, to bym zamordowała na miejscu)

3. nie zostawiać śmieci

Swoje śmieci zabierz ze sobą – to podstawowa zasada. Turyści przynoszą ze sobą konserwy, napoje, słodycze, zapakowane w milion woreczków kanapki i zostawiają to wszystko w naszych koszach. Jeśli masz siłę wnieść pełne opakowanie, to dasz radę znieść puste (serio, serio). Puste opakowania są lżejsze i zajmują mniej miejsca. Będąc w górach rozejrzyjcie się ile jest ludzi wokół – każdy z nich zostawia reklamówkę śmieci, a my musimy coś z tym zrobić. Jak pisałam wyżej – trzeba to posegregować i zwieźć na dół osobnym samochodem. Tylko kiedy?
Drugą rzeczą jest produkowanie śmieci w schronisku. Nie musisz brać rurki do piwa, nie potrzebujesz plastikowych kubeczków, sztućców i innych narzędzi. W schronisku bez problemu dostaniesz szklaneczkę i normalny widelec czy nóż. Łatwiej nam umyć to wszystko, mieć kupę plastikowych śmieci. Poza tym możesz wziąć ze sobą bawełnianą ściereczkę – przyda się po drodze do wycierania rąk czy twarzy, a w schronisku możesz jej użyć zamiast papierowych serwetek. Tak samo jak coś się rozleje na jadalni – zamiast zużywać całą paczkę serwetek/ chusteczek poproś w okienku o ścierkę, albo powiedz że nabrudziłeś i prosisz o wytarcie stolika/ podłogi. Szczytem jest upychanie śmieci pod ławkami, zostawianie papierków pod kamieniami. Śmieci to największy problem w schroniskach, dlatego bardzo lubimy ludzi zero-waste i ograniczających się w stosunku do wszelkich rzeczy. Zdarzają się skrajni turyści, którzy kupują piwo w butelce, żeby nie brudzić nam kufelków, albo zabierający kawę/ herbatę bez podstaweczki, żeby ni trzeba było myć.

4. nie napychać śmieci do kufli

Tutaj zgodzi się ze mną każdy, kto kiedykolwiek pracował na zmywaki – nie ma nic gorszego niż wyciąganie z kufli i wąskich szklanek zmieszanych folijek, papierków, plasterków cytryny  z mokrymi chusteczkami i petami. ktoś to musi wyciągnąć, posegregować i umyć. Nic Ci się nie stanie jeśli posegregujesz odpady i wrzucisz do odpowiedniego kubła (skoro nie możesz ich wziąć ze sobą).

5. Nie palić

W schronisku nie wolno palić żadnego ognia. Załóżmy, że wieczorem wypiłeś już parę piwek i nie chce Ci się wyjść na pole, zapalasz papierosa, przysypiasz – całe schronisko idzie z dymem. Myślisz, że straż pożarna zdąży przyjechać? Z drugiej strony w niektórych schroniskach jest system alarmowy, który od razu łączy się ze strażą pożarną. Wystarczy, że zgasisz zapałkę i alarm się włączy – straż przyjedzie i właściciel schroniska zapłaci grube pieniądze (kilka tys. zł) za fałszywy alarm. Palisz papierosy – zapal na polu.

6. Nie nocować bez opłat

Nocowanie w namiotach jest płatne ponieważ możesz się wykąpać, korzystasz z wrzątku, który trzeba zagrzać i używasz prądu (ładujesz telefon itp), zostawiasz też kupę śmieci (statystycznie). Mistrzowie czekają aż załoga pójdzie spać, rozkładają się na jadalni i rano o piątej się zmywają, żeby przypadkiem nikt nie kazał im zapłacić za nocleg. Skąd wiadomo, że ktoś spał na jadalni? Bo zostawia masę śmieci, których wieczorem nie było. Argument ‚bo nie miałem pieniędzy przy sobie’ nie jest przyjmowany, bo zapłacenie przelewem po powrocie w doliny jest standardem dla zapominalskich.

7. Nie demolować schroniska

To wydaje się banalne, ale nie każdy ogarnia, że tak nie wolno. Na Rysiance są dwa budynki, załoga śpi zwykle w budynku głównym, ale ja często mam pokój w Betlejemce (drugi budynek) i wtedy pilnuję turystów, którzy czują się bezkarnie, bo przecież nikt nie patrzy. Zdarzyło się, że rodzice leżeli, popijali alkohol i mieli gdzieś dzieciaki, a ich pociechy ‚bawiły się’ w policjantów tzn. jeden zamknął drzwi na klucz, a drugi próbował je wyważyć. Była godzina 21:59 i nie zapowiadało się, że zabawa się skończy za minutę. Wzięłam dwa (a może dwadzieścia) głębokie wdechy i zeszłam do ich pokoju, grzecznie i kulturalnie powiedziałam ‚przepraszam, ale proszę upomnieć swoje dzieci, żeby nie demolowały schroniska’ co usłyszałam? ‚one się tylko bawią, przestań narzekać i choć na imprezę i napij się z nami’. Dalej grzecznie przekazałam, że jestem po 16h pracy i za minutę jest cisza nocna, jeśli się nie dostosują, a rano znajdę jakiekolwiek uszkodzenie, to poinformuję właściciela, żeby naliczył karę za zniszczenie mienia. Obrazili się i narzekali na złą i niemiłą obsługę. Jakbym była niemiła to bym wzięła patelnie z kuchni i przywaliła jednemu i drugiemu dziecku, aż by się uspokoiły. Nie wiem dlaczego ludzie zostawiają dobre wychowanie na dole. Naprawić cokolwiek w schronisku jest ciężko, bo trzeba robić wszystko samemu. Jeśli ktoś rozwali drzwi, to my musimy mieć zapasowe, razem z klamką, zamkiem i kluczem. Ale turyści lubią niszczyć w zasadzie wszystko, co wydaje się trwałe. Nie mówię o zwykłym zużywaniu się rzeczy, bo to jest normalne, że żarówka się spaliła, albo prysznic zatkał. W schronisku zachowuj się jak w domu – szanuj to, co zastaniesz.

8. Nie karmić psów

‚Ten pies tak na mnie patrzy, na pewno jest głodny’- nie jest. Rozejrzyj się i policz ile ludzi jest dookoła schroniska. Każdy coś rzuca psom, bo one patrzą. Mistrzowie dają psom puszki po konserwach do wylizania, zastanów się, Ty wylizujesz puszkę? założę się, że nie, bo boisz się pokaleczyć o ostre krawędzie. Psy w górach często przychodzą całe zakrwawione, z poharatanym językiem. Do tego ludzie rzucają im wszystko, łącznie z cukierkami w papierkach. Mało kto wie, że czekolada i winogrona potrafią zabić psa (są tak trujące). Czy chciałbyś, żeby Twoje dziecko chodziło po ludziach i żeby każdy dawał mu śmieciowe jedzenie, bo ‚to dziecko tak patrzy’? Pieski w górach mają duże problemy z żołądkiem i jelitami, przez to żyją znacznie krócej niż gdyby jadły odpowiednio. W razie zatrucia, albo innych problemów nie ma jak jechać do weterynarza i zwierzę musi przecierpieć aż ktoś znajdzie kilka wolnych godzin, żeby zjechać na dół. Jeśli zostaje Ci jedzenie, zabierz go z powrotem, zjesz w domu. Możesz też zostawić na kuchni, tylko daj znać czy to jest czyste (możemy zjeść), czy brudne (rozdzielimy pieskom w odpowiednim momencie).

Jeśli macie jakieś pytania o funkcjonowanie schroniska, jak to wygląda ‚od kuchni’, albo interesuje Was cokolwiek innego związanego z górami, moim sposobem na przeżycie w górach – pytajcie w komentarzach 🙂

5 Thoughts on “Góry – jak być bezowym turystą”

  • Super wpis, od razu zrobiłam rachunek sumienia z mojego górsko-schroniskowego życia (a ostatnio spałam właśnie na Rysiance i jeszcze przyszliśmy po godzinach funkcjonowania bufetu! Ale mam nadzieję, że nikomu nie sprawiliśmy problemu, ustalaliśmy wszystko telefonicznie :)). Po drodze mi przez myśl zdania: „czemu bufet zamykają tak wcześnie?” i „czemu śniadanie tak późno?”, ale dzięki temu wpisowi nigdy ich nie zwerbalizuję… 🙂 Dzięki za Waszą pracę i od teraz będę chodzić po górach z drobniakami (nigdy nie pomyślałam o tym aspekcie). 🙂

    • Jeśli poinformowaliście schronisko, że przyjdziecie później, to nie ma żadnego problemu 🙂 cieszę się, że pytania zostaną niezwerbalizowane 😀 zapraszamy z drobniakami i dobrym humorem na górę 😀

  • Świetny wpis! Daje do myślenia. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak funkcjonują schroniska, szczerze powiedziawszy nigdy w żadnym nie spałam. Większość z tego co piszesz do oczywistości, ale dotyczące takich rzeczy, do których jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nie zastanawiamy się nad nimi zupełnie (np. wywożenie śmieci ze schroniska itp., o takich rzeczach się nie myśli, bo przecież przyjeżdża Pan i nam je spod domu/bloku zabiera).
    Takie wpisy są ważne, może chociaż kilka osób następnym razem pomyśli zanim zostawi ten kufel w trawie czy tonę plastiku.

    • Tak mi się skojarzyło:
      ‚hańba mieszkańcom nizin,
      którzy kosztują życia
      i najwyszukańszych potraw
      ale wyglądają jak pełzające jaszczurki.
      Chwała ludziom z gór,
      którzy żywią się śniegiem
      i piją świeżą rosę,
      dorodni jak drzewa pomarańczowe’
      Grecka pieśń gór 😉

  • Dziękuję za wpis! Faktycznie o pewnych rzeczach się zupełnie nie myśli: na przykład te drobne. Niby oczywiste, że nie ma gdzie rozmienić 🙂 ale…
    No i ten wywóz śmieci: też o tym jakoś nigdy nie pomyślałam i np. wolałam wytrzeć coś chusteczką zamiast poprosić o ścierkę. Będę mądrzejsza na przyszłość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *